80 km wzdłuż Wisły.
W ramach wakacyjnej przygody, czyli sprawdzenia czy VeloDunajec jest rzeczywiście najpiękniejszym szlakiem rowerowym w Polsce, udało nam się przejechać także niewielki odcinek szlaku Wiślana Trasa Rowerowa. W dwa dni pokonaliśmy około 80 km od ujścia Dunajca do Wisły do centrum Krakowa. O naszych spostrzeżeniach zapraszam do poniższego wpisu oraz do obejrzenia relacji wideo z tej wyprawy (link na dole strony).
#bylefakty
Wiślana trasa rowerowa do projekt ogólnopolski. Cała trasa ma liczyć 1200 km i biec po obu stronach Wisły. Obecnie szlak oznaczony jest w tereni w całości w woj. Śląskim i Kujawsko-Pomorskim, większość już w Małopolsce. Prace rozpoczęły się ostatnio w woj. Pomorskim. Czekać tylko aż Mazowsze rozpoznie pracę nad WTR i może kiedyś opowiem wam o całej Wiślanej Trasie Rowerowej.
Wiślana Trasa Rowerowa. Nowopole-Grobla
Wiślaną Trasę Rowerową zaczynamy już we wsi Wietrzychowice, gdzie znajduje się skrzyżowanie z VeloDunajec oraz prom przez rzekę Dunajec. Stamtąd jedziemy około 8 km i zjeżdżamy z wałów, aby udać się na cypel, który opływają wody Dunajca i Wisły. Sporo błota, krzaków, pokrzyw i komarów, ale widać było, że szykowane jest utwardzenie dojazdu, więc obecnie powinno być lepiej. Po zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć i wyczyszczenia rowerów z błota, wjeżdżamy na wały przeciwpowodziowe, po których będzie nam dan jechać dwa dni.
Bałem się, że szlak na wałach okaże się bardzo nudny widokowo, na szczęście na lewym brzegu Wisły znajduje się wysoczyzna, która urozmaica krajobraz. Z wałów też roztacza się fajny widok na pola i wsie. To też trochę inna perspektywa niż dotychczas. Deszcz sprzyja podglądaniu zwierzyny. Chętniej wychodzą z ukrycia. Dużo zajęcy, saren, lisów, myszołowów, bocianów i czapli. Są też ślimaki i koty, oj tak kotów jest mnóstwo. Upodobały sobie wały, gdyż jak na dłoni widać przebiegające przez asfaltowy szlak gryzonie.
Mało jest w tej okolicy okazji do zwiedzania, więc cieszy nas każde miasteczko. W Uściu Solnym znajdował się niegdyś port przeładunkowy, rzeką Rabą spławiano tu boheńską sól, która trafiała na wiślańskie statki, skąd trafiała do Krakowa, czy Bałtykiem na zachód Europy. O randze tego miejsca świadczy dziś opustoszały, ale sporych rozmiarów rynek.
Na koniec dnia zajeżdżamy do knajpy Apacz na wyjątkowe burgery. Właścicielem baru jest pasjonat motocykli i dzikiego zachodu. Mnóstwo pamiątek i zdjęć tworzą klimat miejsca. Na prawdę warto zajechać. Knajpa Apacz we wsi Grobla.
Region ten nie jest rozwinięty turystycznie, więc ciężko tu o nocleg. Ten zorganizowaliśmy sobie na dziko na łąkach, daliśmy szansę jednej agroturystyce, ale nikt nie odbierał telefonu przez cały dzień.
Wiślana Trasa Rowerowa. Grobla-Kraków.
Szczęśliwie wstaliśmy cali i zdrowi po nocy, podczas której po drugiej stronie Wisły odbywało się polowanie. Kasia przestudiowała prawo łowieckie i statystyki przypadkowych postrzałów. Ja wymyślałem tysiące teorii, mówiących dlaczego jesteśmy bezpieczni. Tak minęła nam jedyna noc na szlaku Wiślana Trasa Rowerowa. W każdym razie szybko się spakowaliśmy i na śniadanie zajechaliśmy do najbliższego MORu. Trasa prawie do samego Krakowa wiodła wałami. Znów przyszło nam omijać ślimaki i o dziwo sporo zdechłych kretów i nornic. Czyżby działała jakaś metoda na walkę z tymi gryzoniami, które potrafią z wałów zrobić ser szwajcarski. Gdy przez drogę przebiegł nam jelonek, mieliśmy nadzieję też na jelenie, łosie i żubry. Jak to mówią nadzieja umiera ostatnia. Za to z naprzeciwka zaczęło przybywać kolarzy, przez co ciężko było już jechać obok siebie. Wiedzieliśmy, że Kraków już blisko.
Po drodze mija się Niepołomice, o dziwo minęliśmy je, a można tu zobaczyć ciekawy rynek i zamek królewski zwany małym Wawelem. Po drodze zajechaliśmy za to do Brzegów, gdzie odbywały się Światowe Dni Młodzieży w 2016 r. Brama miłosierdzia nas rozczarowała, myślałem, że zobaczę coś na wzór bramy ryby w Lednicy. Przed Krakowem należy zjechać z wałów, tu budowa WTR jeszcze trwa.
Plus jazdy przez wsie jest taki, że minęliśmy tabliczkę Kraków, z którą można się sfotografować. Przez Wisłę przejeżdżamy po moście Wandy, od niego na lewym brzegu ponownie pojawia się droga dla rowerów. Ulubione miejsce do rekreacji dla mieszkańców dawnej stolicy Polski. Jedziemy tu już prawie gęsiego, rowerzyści, rolkarze i piesi. Po tygodniu odosobnienia czujemy się nieswojo. Do centrum dojeżdżamy równo z burzą, przeczekujemy ją na jednej z restauracyjnych barek. W końcu gdzie najlepiej zakończyć rowerową przygodę wzdłuż Dunajca i Wisły jak nie na rzece. Noc spędzamy u rodziny i następnego dnia udajemy się już tylko na dworzec, skąd pociągiem wracamy prosto do domu.
Opisy szlaku VeloDunajec znajdziecie w poniższych wpisach:
- Odcinek Zakopane – J. Rożnowskie
- Odcinek J. Rożnowskie – ujście Dunajca do Wisły
- aktualny stan budowy małopolskich szlaków znajdziecie na stronie www