Niespodzianka! I to mocno udana, a takie lubię najbardziej. Żona stanęło na wysokości zadania i zgodnie z wręczonym wcześniej prezentem zorganizowała weekend niespodziankę. Doskonale wiedziała, że w Pieninach już byłem i to nawet z nią z dwa razy, ale też dobrze zapamiętała, że jedna atrakcja umknęła w moich podróżach… spływ Dunajcem! Oj tak, zawsze jakoś było mi nie po drodze, albo budżet wyjazdu się nie spinał. Wydanie 52 zł na jeden spływ tratwą wydaje się masakrycznie dużo. Wzdłuż rzeki po słowackiej stronie wiedzie czerwony szlak, z którego doskonale widać Przełom Dunajca, więc po co wydawać tyle kasy? Od tego weekendu już znam odpowiedź na to pytanie. Pieniny po raz kolejny pokazały klasę.
#bylefakty
Dunajec to jedna z większych rzek małopolski. Swoje źródła bierze w Tatrach i po 247 km wpływa do Wisły w okolicy Opatowca. Wody Dunajca charakteryzują się sporą różnicą przepływu wody, co często doprowadzało do katastrofalnych powodzi np. 1934, czy 1970 r. Na rzece utworzono więc liczne zbiorniki wodne, które dodatkowo urozmaiciły bazę turystyczną regionu. Na długości 17 km Dunajec jest rzeką graniczną z Słowacją. I to właśnie w tym miejscu rzeka przecina Pieniny tworząc przepiękny przełom.
Pierwsze co mnie zaskoczyło to fakt, że spływ ze Sromowców Wyżnych do Szczawnicy będzie trwał 2,5 godziny. Pomyślałem, że idzie się zanudzić. W linii prostej to jedyne 3,5 km, ale rzeka tak kręci, że wychodzi tego 18 km. Ponoć kręci jak taksówkarz w mieście. Tak, tak spływy słynął też z humoru płynącego z ust flisaków. Jest to często sprośny, ale także i czarny humor, a taki lubię. Nawet sobie spisałem część, tych żartów, ale uznałem, że nie będę ich tu wypisywać, gdyż są to też poniekąd żarty sytuacyjne, a i odbierać przyjemności Wam nie chcę. No więc płynie się trochę ponad 2 godziny i zupełnie tego nie czuć. Przełom Dunajca jest tak fascynujący, że z każdym metrem mamy inny widok. Flisacy swoim humorem, zagadkami i ciekawostkami umilają czas.
#bylehistoria
Pierwsze informacje o spływach Dunajcem sięgają już XVI w. i pochodzą z polichromii w Krościeńskim kościele. Także w Czerwonym Klasztorze występują polichromie z flisakami. Od XIX w. zaczęto z Tatr zwozić pnie drzew i rzeką spławiać je aż do Gdańska, gdzie służyły do budowy statków. Pierwszy turystyczny opis spływów rzecznymi dłubankami pochodzi z 1839 r., kiedy to Łucja Rautenstrauchowa wybrała się na takowy wieczorową porą. Ale wiadomo, że już na początku lat 30. XIX w. podobne spływy organizowali węgierscy właściciele zamku w Niedzicy dla swoich gości. Także Józef Szlaya, właściciel Szawnickiego uzdrowiska, rozpoczął organizację spływów dla swoich gości. W 1934 r. powstało Stowarzyszenie Pienińskich Flisaków, które do dziś zarządza organizacją spływów.
Pierwsze łodzie były wydłubywane z jednego pnia drzewa i były dość niestabilne, dopiero po czasie zaczęto je łączyć w szereg 3, a potem 5 dłubanek. Obecnie łodzie zbijane są z desek, ale napęd dalej odbywa się siłą ludzkich rąk. Za pomocą 4 metrowych kijów flisacy odpychają tratwy od dna rzeki.
Na rzece zaskoczyła mnie różnorodność ptactwa. Od małych pliszek, przez kaczki i mewy po czaple i bociany czarne. Leciał też Orlik, którego następnego dnia spotkaliśmy siedzącego na gałęzi. Siedząc na tratwie nie musiałem patrzeć pod nogi, patrzeć czy kogoś nie ominąć czy nie wejść w drzewo, które zresztą zasłania trochę widok na góry. Dlatego spływ tratwą daje lepszą i to znacząco możliwość przyjrzenia się górom i ich kształtom, dostrzeżenia tych wspomnianych ptaków i cieszenia oka niesamowitą wiosenną zielenią. To tak jakby iść szlakiem górskim, ale siedząc, nie męcząc się. Z tratwy nie wyskoczysz, więc przez dwie godziny, jak na dobrym filmie siedzisz i patrzysz. Można przyznać, że to naprawdę dobrze zrobiony film. Zakiełkowała nawet w nas myśl, na wybranie się na drugi seans, ale w odsłonie jesiennej. Skarbonka na bilet powoli się zapełnia. Pieniny, a zwłaszcza Przełom Dunajca, muszą wyglądać jesienią zjawiskowo.
Po spływie i uzupełnieniu kalorii w najbliższej restauracji udaliśmy się parę set metrów w górę rzeki, aby za 3 zł przeprawić się na drugą stronę i rozpocząć wędrówkę na Trzy Korony. Po drodze, żona wpadła na genialny pomysł zakupu książeczek GOT PTTK! Po niezliczonej ilości zdobytych szczytów w życiu, które na pewno nie na jedną odznakę by się nadały, przyszło mi zbierać punkty na odznakę popularną. Oby udało się je kiedykolwiek zweryfikować. W godzinach 8-17 (w okresie letnim do 19) działa przeprawa przez Dunajec, dzięki czemu można wejść na Sokolicę od zachodniej strony.
Niebieski szlak od samego początku mocno pnie się w górę, aby na szczycie zapłacić kolejne 5 zł wstępu na szczyt Sokolicy (w tym samym dniu bilet udostępnia także wejście na Trzy Korony). Mimo, że już widzieliśmy kiedyś najsłynniejszą sosnę w Polsce, to i tak warto znów się wspiąć i opłacić bilet wstępu, aby móc podziwiać Przełom Dunajca tym razem z drugiej perspektywy. Mimo, że nie jest to tak panoramiczny widok jak z Trzech Koron to jak dla mnie jest piękniejszy. Niebieski szlak wiedzie dalej na wschód po jeszcze kilku mniejszych szczytach, ale też mocno dających w kość. Pienińskie szlaki przecinają też liczne polany, na których przez cały okres wegetacyjny kwitną kwiaty. W nasz weekend najbardziej oko cieszyły niezapominajki i storczyki.
Na trzy korony można iść cały czas niebieskim szlakiem przez ruiny zamku, albo nie co skrócić drogę żółtym szlakiem i z przełęczy Chwała Bogu, jakby od tyłu niebieskim szlakiem wejść na Okrąglice, czyli najwyższe wzniesienie masywu Trzech Koron. My dotarliśmy tam około 17, więc po pierwsze nie mieliśmy już komu okazać naszego biletu, ani co ważniejsze nie musieliśmy stać w kolejce na szczyt (a ponoć to się zdarza). Widok na całe Pieniny (w tym na najwyższy szczyt Pienin Wysoką 1049,5 m), Beskid Sądecki, Gorce i Tatry, choć te ostatnie akurat całe w chmurach, rekompensują trud kilkugodzinnej wędrówki. Doskonale też widać stąd całą trasę jaką przepłynęliśmy tratwą.
Niebieskim i zielonym szlakiem, który trawersuje Trzy Korony od południa zeszliśmy do Sromowców Niżnych na nocleg. U podnóża gór znajduje się schronisko PTTK, ale tego dnia akurat zajęte przez integrujących się z całej Polski goprowców. Noclegu można szukać także po słowackiej stronie i mimo że w euro znaleźć coś w porządnej cenie. Tak też zrobiła moja żona, która z krótkiego weekendu zrobiła wyjazd zagraniczny. Ma to też dodatkowe plusy, gdyż mogliśmy udać się na knedliczki i kluski z bryndzą. Polecam też zwiedzić Czerwony Klasztor, który niewątpliwie jest jednym z ważniejszych zabytków na trasie. Pieniny w ogóle mają bogatą historię i folklor, oprócz Przełomu Dunajca, warto zwiedzić Zamek w Niedzicy i Czorsztynie, Uzdrowisko w Szczawnicy, Krościenko nad Dunajcem, dawne cerkwie w Jaworkach i
Drugiego dnia wróciliśmy na Polskę stronę i żółtym szlakiem, który przepięknie wije się wśród skał doszliśmy do wspomnianej już przełęczy Chwała Bogu. Stąd mogliśmy kontynuować wędrówkę niebieskim szlakiem i dojść do Sromowców Wyżnych, gdzie poprzedniego dnia zostawiliśmy samochód. Ponieważ wędrówka, była krótsza to po drodze żona zabrała mnie na jeszcze jedną niespodziankę… do Kopalni Solni w Bochni. Od dawna myślałem o obejrzeniu starszej, ale też mało znanej siostry Wieliczki. O moich spostrzeżeniach będzie można poczytać w kolejnym wpisie (o tutaj).
Podsumowując warto mieć kochaną żonę, która robi takie niespodzianki, dzięki którym człowiek się utwierdza w przekonaniu, że Pieniny to jedne z najciekawszych pasm górskich w Polsce.