Kolejna niespodzianka weekendu! Pierwsza to spływ Przełomem Dunajca, o którym możecie poczytać tutaj. Drugą niespodzianką była Bochnia w celu zwiedzenia kopalni soli. Odwiedzenie jej interesowało mnie już zanim została w 2013 r. dopisana do Wieliczki na listę UNESCO. Żona to zapamiętała i wplotła wizytę w harmonogram weekendu.
#bylefakty
Bochnia i jej sól znana już była 3500 tysiąca lat p.n.e., kiedy to wybijały z ziemi słone źródła i mieszkańcy odparowywali wodę pozyskując tzw. sól warzoną. Górnicze początki wydobywania soli kamiennej to rok 1251, kiedy to powstały pierwsze szyby Gazaris i Sutoris. Znajdują się one nieopodal dzisiejszego rynku. W XVII w. powstają nowe szyby w tym tzw. Campi, którym obecnie turyści zwożeni są na dół na głębokość 300 m. W latach 80. XX w. kopalnia rozpoczyna ruch turystyczny. Ze względu na niską opłacalność wydobycie przemysłowe soli zakończyło się w 1990 r. Jest to najdłużej działająca nie przerwanie kopalnia w Europie.
Ilość tras turystycznych w kopalni jest spora, dlatego warto zastanowić się przed wyjazdem, którą się wybierze, gdyż nie które są dostępne np. tylko raz w tygodniu albo na zamówienie. Trwają one też bardzo długo. Podstawowa ok. 3 godzin. My z żoną wybraliśmy podstawową z dodatkową przeprawą łódkami. Co wydłużyło czas zwiedzania do 4 godzin. Płynie się co prawda jakieś 140 m w 5 minut, ale trzeba dojść, wsiąść, wysiąść i jeszcze tylko po 8 osób się mieści, więc trzeba czekać.
Mnie się w kopalni podobały zwłaszcza trzy rzeczy. Pierwsza to kolejka torowa ciągnięta przez lokomotywkę Kuba, na cześć ostatniego konia, który pracował w kopalni. Kolejka jeździ na długości ponad 1 kilometra. Siedzi się na niej okrakiem i sunie przed siebie. Kolejka potem co chwila przeszkadza przewodnikowi w mówieniu, gdyż co chwila przecina trasę turystyczną. Kolejka ta przecina też kaplicę św. Kingi, więc jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie pociąg jeździ przez kościół.
Zwiedzanie okraszone jest sporymi dodatkami multimedialnymi, którą stanowią duży plus na trasie i to moja druga rzecz. Każda wycieczka prowadzona jest na końcu do Komory Ważyn, ponoć największym pomieszczeniu podziemnym wykonanym przez człowieka. W Komorze znajduje się boisko do gry w kosza, sala noclegowa oraz restauracja, w której turyści mogą zjeść i napić się kopalnianego piwka. A no i oczywiście jest także zjeżdżalnia. Niewątpliwie najbardziej zapamiętywana przez turystów część zwiedzania. Na odcinku 140 metrów, spadek wynosi 33 metry. Choć ostatnio pozwalają zjeżdżać tylko z 2/3 wysokości. I jest to ta trzecia rzecz, którą najlepiej wspominam.
Podsumowując, jeżeli zależy nam na zwiedzaniu kopalni i poczuciu, że jesteśmy głęboko pod ziemią i, że praca tu ma rzeczywiście ciężkie warunki, to lepiej zwiedzić inną. Mimo, że bocheńska kopalnia działa już prawie 800 lat to nie czuć tego. Komora Ważyn, mimo że wydrążona w ziemi i soli, robi wrażenie normalnej powierzchni komercyjnej z działającym Wi-Fi. Organizowane są tu imprezy sportowe ale także wesela i komunie (sami mieliśmy okazję obserwować przemierzającą komunistkę w białej sukience i rząd gości pod krawatem z prezentem w rękach). Jeżeli miałbym komuś polecić to polecam raczej trasę przyrodniczą lub historyczną (ekspedycyjną), które rzeczywiście wyróżniają się na rynku turystycznym podziemi.
Jedno jest pewne – warto odwiedzić Kopalnię Soli w Bochni dla poznania jej historii. Jest to także niewątpliwie dobra lekcja historii Polski. Sama Bochnia to urokliwe miasteczko z rynkiem i pięknym gotyckim kościołem.