Zapraszam na drugą część relacji z wyprawy rowerowej po największej wyspie na Bałtyku. Pierwszy wpis po pierwszych trzech dniach pobytu dostępny tutaj: Gotlandia – byle jak w Małopolsce. Ciekawe jakich tym razem dostarczyła nam wrażeń Gotlandia.
Gotlandia podobna do ameryki, gdyż…
Kolejne dni na wyspie przyniosły nowe wrażenia i nowe przemyślenia. Ostatnio pisałem, że warto przyjechać dla tutejszej szwedzkości, tylko że po kolejnych dniach Gotlandia stała się taka amerykańska. Tutaj jest jak za oceanem, chociaż tam nie byłem, to mam wrażenie jakbym widział tutaj znane mi sceny z ulubionych filmów i seriali. (EDIT: byłem w stanach i jeżdżąc rowerem po prowincji wspominałem widoki z Gotlandii). Zacznijmy od tego, że na tej wyspie Elvis jest wiecznie żywy, a to gdzieś na wsi bar Elvis, a to w kolejnej Elvis Show by Big Mike, a to bulwar imienia Elvisa.
Po drugie w knajpach piją kawę z szklanych dzbanków, różnica taka, że tu samoobsługa, ale też z dolewką.
Po trzecie uwielbiają krążowniki, sami królowie szos. Na 100 aut osobowych 72 to kombi lub SUVy. Deszcz padał, więc z nudów liczyłem. Nawet jak Fiatem 500 jadą to tym nowym po viagrze.
Po czwarte domy mają pięknie przystrzyżone trawniki i prawie każdy ma maszt z flagą Szwecji bądź Gotlandii.
A po piąte w regionie rolniczym farmy są takie podobne, wielkie, każda z silosem, tylko pól tu jak na lekarstwo.
Po szóste cmentarze. Piękne trawniki, na grobie tylko pionowa, niewielka płyta z inskrypcją, dodatkowo nie za ciasno rozmieszczone.
No i po siódme skrzynki na listy stoją przy drodze. Ciekawostka taka, że listonosze mają kierownicę po prawej, żeby mogli z auta wrzucać listy.
Zapomniałbym, po ósme przy drogach stoją kamienne słupy odliczające odległości w milach.
Centralna część wyspy
No dobrze tyle tego porównywania, czas na krótką relacje z pobytu. Pogoda tutaj nie za bardzo dopisała. Nawet jedna z mieszkanek powiedziała, że nie pamięta takiego deszczowego lata, bo ponoć jest tu jak w Grecji. W każdym razie zmieniliśmy trochę plany i zamiast dalej na południe, przebiliśmy się na drugą stronę. Centralna część wyspy jest dość rolnicza, dużo mniej tutaj skał, więcej pól i lasów, jak i się okazało pełnych kleszczy. Po zwiedzaniu ruin celtyckiego grodu musiałem dosłownie strzepywać te paskudztwa z nóg i rąk.
Stora Karlsö
Następnego dnia udaliśmy się na wyspę Stora Karlsö, małą wyspę po zachodniej stronie Gotlandii. Jest to drugi po Yellowstone najstarszy rezerwat na świecie. Chroni się tu unikatową roślinność i wiele gatunków ptaków, m.in. Alki, które się tu gnieżdżą w ilości paru tysięcy par. No ja pierwszy raz miałem okazję podpatrywać takie ilości ptaków, wcześniej tylko opowiadała mi o nich pani Czubówna w jednym z dokumentów przyrodniczych. Wyspa ta, tak jak Gotlandia, to dawna rafa koralowa, dlatego pobyt na plaży to istny raj dla paleontologów.
Romańskie kościoły
Wracając na główną wyspę, to nie można zapomnieć o tutejszych kościołach, a jest ich na całej wyspie ponad 100. Każdy z nich posiada rodowód romański. Wewnątrz gotyckie malowidła. Wszystkie otwarte bez żadnej opieki. W jednym był nawet automatyczny przewodnik w 3 językach, w drugim na fotokomórkę włączyły się lampki w gablotach muzealnych, a w trzecim były plasterki na skaleczenia. Na przykościelnych cmentarzach ogólnodostępne konewki, grabki, łopatki. Nawet takie wazoniki do wbicia w ziemię, można sobie pożyczyć.
Groby wikingów i klify
Kolejnymi ciekawymi obiektami, które znalazły się na naszej trasie, były dawne groby wikingów w kształcie kamiennych łodzi. Udało się nam zobaczyć 4, ale ponoć jest ich więcej. Krajobrazowo zachodnie wybrzeże jest ładniejsze, znajduje się tu sporo klifów, zwłaszcza te tuż przy Visby, czyli stolicy Gotlandii.
Visby – stolica wyspy
Na całej wyspie mieszka ponad 50 tysięcy osób, z czego 2/5 w Visby. Dawne handlowe miasteczko wpisane jest na listę UNESCO. Całe otoczone jest średniowiecznymi murami. Było tu niegdyś 7 kościołów, ale tylko katedra ocalała do dziś. Reszta to ruiny, w których odbywają się np. spektakle teatralne. Visby żyje turystami i jest zupełnie inne od reszty wyspy. Osobiście trochę się zawiodłem urokiem tego miasteczka. Za duża różnorodność architektoniczna. Polecam pochodzić po uliczkach z dala od głównych deptaków. Znajdują się tam urocze małe domki z pięknie kwitnącymi różami i malwami. Po powrocie do domu i przejrzeniu setki zdjęć przyjdzie czas na podsumowanie i kolejny wpis. Tym czasem miłego oglądania zdjęć. Jak będziecie się zastanawiać co to jest to włochate z wełny to to jest pokrowiec na siodełko, idealne na zimowe przejażdżki.
Zapraszam do obejrzenia relacji filmowej z naszej wycieczki rowerowej po Gotlandii.
Zapraszam na oficjalną stronę Gotlandii, oraz także na kolejny ostatni wpis o Gotlandii podsumowujący nasz wyjazd oraz przedstawiający wiele rad dotyczących pobytu na wyspie.
Gotlandia – byle największa wyspa na Bałtyku