Karkonosze – byle po czeskiej stronie!

Karkonosze, jedne z najbardziej zadeptanych gór w Polsce, zadeptanych także przeze mnie. Parokrotnie udało mi się wdrapać na Śnieżkę, zachwycić Śnieżnymi Kotłami czy odpocząć w Samotni. W końcu zadałem sobie pytanie: a co zresztą ponad 70% powierzchni Karkonoszy, które znajdują się u naszych południowych sąsiadów? Dlaczego nigdy nie było okazji zajrzeć na drugą stronę? Powiedziałem sobie, dosyć tajemnic, czas to zmienić.

Boże Ciało okazało się jak zwykle niezawodne w znalezieniu dogodnego terminu na wyjazd. Wziąłem żonę, znajomych i w drogę. Po studencku – pociągiem, z plecakiem, z prowiantem, z „tysiącem” na postojach, no i oczywiście ze złotym czeskim trunkiem.

Mapa z trasą podzieloną na cztery dni.

Dzień 1

Zaczęliśmy ostro, no bo jak inaczej kiedy większość szlaków po Polskiej stronie prowadzących na grzbiet to linia prosta. Taką linią jest nasz czarny szlak z Jagniątkowa do Petrovki. Na szczęście, jak to w górach, jak się wejdzie to potem już tylko w dół. Tak, tak, wiem, że to tylko legenda, tym razem jednak się sprawdziła. Do Szpindlerowego Młyna zeszliśmy przez Morawską i Davidovą Boudę, czyli typowe dla czeskich Karkonoszy schroniska, które często pełnią rolę bardziej pensjonatu, bądź nawet hotelu. Charakterystyczne jest to, że rzadko stoją samotnie, przeważnie jest to szeroka polana z dwoma, trzema kolejnymi domami. Przeważnie zawsze można dojechać do nich autem, często są tam wyasfaltowane, bądź wyłożone betonowymi płytami drogi. Dla piechurów bywa to jednak dość uciążliwe i niekomfortowe dla stóp.

Nocleg znalazłem z dużym wyprzedzeniem, choć Czesi nie mają dnia wolnego w Boże Ciało, to Polacy tu też rezerwują. Polecam gorąco Apartament 104 w dzielnicy Bedřichov. Znajduje się w tzw. bloku z poprzedniej epoki, więc mało górsko, ale wnętrze nowoczesne, wręcz ikeowskie z wspaniałym widokiem na góry. Sam Szpindlerowy Młyn to małe miasteczko położone po obu stronach Łaby. W lekko chaotycznym centrum można znaleźć ciekawą, drewnianą zabudowę oraz szeroki wybór restauracji i knajp. Znajdziemy tu także sklep „u Asi”, czyli Asia Shop, gdzie można znaleźć każdy produkt, dosłownie każdy.

#Byleciekawostka

Szpindlerowy Młyn nazywał się wcześniej osadą górniczą Święty Piotr. Kiedy postanowiono w rozwijającej się mieścinie zbudować kościół to korespondencja z urzędów z pozwoleniami i zatwierdzeniami projektu zaczęła przychodzić do właściciela młyna, niejakiego Szpindlera. Szybko zaczęto mówić na nizinach, że kościół powstaje przy Szpindlerowym Młynie i tak już zostało. Pozostałości sztolni nadal można podziwiać w dzielnicy Święty Piotr. 

Dzień 2

Ponieważ spaliśmy w tym samym miejscu dwie noce, to mogliśmy bez plecaków przejść Karkonosze ciut dłuższym szlakiem. Wpierw przeszliśmy przez Horni Misečky, czyli kolejną polanę, tym razem z kilkunastoma hotelami i pensjonatami, gdyż jest tu sporo wyciągów narciarskich. W ogóle Szpindlerowy Młyn to jedno z największych centrów sportów zimowych w Czechach. Na prawie każdej polanie znajduje się mniejszy lub większy wyciąg. Następnie udaliśmy się dalej w górę, przez Vrbatovą Boudę nad Panczawski Wodospad. Piszą, że jest on największy w tej części Europy (nie licząc Alp). Niedaleko po drugiej stronie Łabskiej Boudy znajduje się kolejny, mniejszy – Łabski Wodospad.

Celem naszej wędrówki były źródła Łaby, nad którą w tym samym gronie mieliśmy okazję spędzić kilka świątecznych dni w Decinie, Dreźnie i Miśni. Żeby nie wracać tą samą drogą udaliśmy się na grzbiet Karkonoszy i wróciliśmy na chwilę na Polską stronę, aby móc podziwiać Śnieżne Kotły. Według mnie to najbardziej widowiskowa część polskich Karkonoszy. Na nieszczęście zebrały się chmury, z których zaczęło padać. Czerwonym szlakiem doszliśmy do Czarnej Przełęczy, gdzie wróciliśmy na czeską stronę i przez Martinovą i Medvědią Boudę wróciliśmy do miejsca noclegu.

Dzień 3

Ponieważ przez te drogowe szlaki części osób porobiły się obdarcia, postanowiliśmy skorzystać z dobrodziejstw ośrodka narciarskiego i zaoszczędzić trochę podejścia. Wjechaliśmy 6 osobową kanapą na szczyt Předni Planina, podziwiając po drodze hopki na czarnej trasie MTB i zastanawiając się jakim trzeba być wariatem, żeby tamtędy zjechać. Dzięki tej zmianie w zaplanowanej trasie mogliśmy przejść przez dolinę Małej Łaby, gdzie stoją tzw. Klinové Boudy. Zachwyciłem się tym miejscem od pierwszego wejrzenia. Kwieciste łąki, piękne chaty, rżący koń i szkockie krowy, po prostu cudo. Karkonosze w czystej postaci. Gdyby nie szybko chodzący towarzysze wędrówki mógłbym tam zostać na wiele godzin. Dalej nie było wcale brzydziej, ale na pewno tłoczniej. Przez Výrovkę i Lučni Boudę doszliśmy do Domu Śląskiego. Tu pożegnaliśmy się z Czechami i słoneczną pogodą.

Ponieważ nie wszyscy byli na Śnieżce, to mimo zachmurzonego szczytu udaliśmy się przed siebie. Widoczność na jakieś kilkanaście metrów i nadzieja, że z tej chmury wyjdzie się suchym. Nic z tego. Jakieś 300-400 metrów przed szczytem zaczęło lać, niektórych zlało do cna, żadna kurtka nie pomogła. Schronienie przed dalszym deszczem i piorunami dała nam kaplica pw. św. Wawrzyńca. Po godzinie przestało padać, dzięki czemu mogliśmy udać się z chlupocącą wodą w butach do Strzechy Akademickiej na nocleg.

Dzień 4

Po nieudanych próbach wysuszenia czegokolwiek w ciągu nocy, w mokrych butach ruszyliśmy w dół do Karpacza. Po drodze było trzeba jednak spełnić dwa życzenia żony. Jedno to zjeść śniadanie w przepięknych okolicznościach schroniska Samotnia i odwiedzić grupę skalną Pielgrzymi. Dodatkowo udało nam się także po drodze zwiedzić Kościół Wang, wyjątkową świątynię z XIII w. przywiezioną prosto z Norwegii. Powrót do domu odbył się z zachowaniem stylu studenckiego, siedzieliśmy w pociągu na podłodze przy drzwiach i jak za dawnych czasów nie przeszkadzało nam to, żeby poczytać, pograć w karty czy zjeść kupioną wcześniej sałatkę.

Byle po czeskiej stronie bo:

  • Przepiękne doliny: Karkonosze po polskiej stronie charakteryzują się małą ilością dolin, po czeskiej stronie jest więcej szczytów, pomiędzy którymi potoki wyrzeźbiły kręte doliny. My mieliśmy okazję podziwiać dolinę Łaby, dolinę Małej Łaby, dolinę Dlouhý Důl i dolinę Úpy.
  • Kwieciste polany: to pewnie efekt wiosny, który tak pięknie się prezentuje na licznych, po tej stronie, polanach. Na torfowiskach za to pięknie prezentowała się wełnianka pochwowata, jej białe kuleczki jakby zawieszone nad ziemią lśniły w słońcu.
  • Architektura: Czesi nie boją się wychodzić poza utarte szlaki. Karkonosze słyną z ilości schronisk, a niektóre z nich wyróżniają się wyglądem, chociażby Vrbatova Bouda, Łabska Bouda czy Výrovka. W nowym budownictwie stosują sporo drewna i kamieni. W nazewnictwie piwa też nie mają granic, wystarczy spojrzeć na etykietę.
  • Zwierzęta: Polska strona i Karkonoski PN są bardzo restrykcyjne chyba w tej kwestii. Na czeskich polanach pasą się owce, kozy, konie i krowy, także te szkockie, w których się zakochałem. Udało nam się podejrzeć także sarnę, której w ogóle nie przeszkadzała nasza bliska obecność. No i ponieważ to wiosna, to było można popatrzeć na małe bezbronne brykające owieczki.
  • Schroniska: można w nich płacić złotówkami, ale co najważniejsze mają darmowe toalety, co po polskiej stronie rzadko się zdarza i co jeszcze ważniejsze – mają w menu knedliczki, a ja tak samo jak szkockie krowy kocham knedliczki, smażony ser też.
  • Bunkry: coś co mnie zaskoczyło to sieć bunkrów położnych zarówno w dolinach jak i na szczytach. Ponoć Czesi bali się, że po zaatakowaniu Polski, niemieckie wojska zechcą wkroczyć do Czech od północy.

Nie da się ukryć, Karkonosze po czeskiej stronie mnie zachwyciły. Może nie mają Śnieżnych Kotłów, Małego Stawu z Samotnią, czy Wodospadu Kamieńczyka, ale mają urozmaicone widoki, przestrzeń, więcej spokoju i taką czystą wiejskość z… szkockimi krowami.

Jeżeli spodobał ci się ten tekst i jest ci pomocny w organizacji podróży, to może masz ochotę postawić mi kawę?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TAGI

ZOBACZ WSZYSTKIE WPISY

Zobacz też

Wyspa Wolin – zaplanuj dobrze swój pobyt!

Wioska Wikingów Wyspa Wolin to niegdyś brama morska do świata wikingów. Znajduje się tu niezwykła atrakcja dla miłośników historii – Centrum Słowian...

Tromsø – 11 „NAJ” na północy!

Tromsø, zwane często stolicą północy, jest jednym z największych miast znajdujących się już za kołem podbiegunowym. Miasto jak i pobliskie lotnisko jest...

Krynica-Zdrój – ABC…

Krynica-Zdrój to jedno z największych uzdrowisk w Polsce, której lecznicze wody znane są także poza granicami kraju. Miasto leży na pograniczu Beskidu...

Wyspa Wolin – zaplanuj dobrze swój pobyt!

Wioska Wikingów Wyspa Wolin to niegdyś brama morska do świata wikingów. Znajduje się tu niezwykła atrakcja dla miłośników historii – Centrum Słowian...

Tromsø – 11 „NAJ” na północy!

Tromsø, zwane często stolicą północy, jest jednym z największych miast znajdujących się już za kołem podbiegunowym. Miasto jak i pobliskie lotnisko jest...

Zostaw komentarz

Jedna odpowiedź

  1. Ciekawostką mało znaną wśród turystów jest obecność dziedzictwa niemieckiego w wielu karkonoskich schroniskach. Przed wojną obiekty te były prowadzone przez niemieckie organizacje turystyczne, np. Riesengebirgsverein (RGV). Ich wpływ widoczny jest w architekturze, rozmieszczeniu oraz funkcjach obiektów – wiele schronisk budowano w stylu alpejskim z dużym naciskiem na funkcjonalność i widokowe położenie. Po wojnie część z nich przejęto bez większych zmian, inne – jak schronisko nad Łomniczką – zrekonstruowano od podstaw. Dziś niektóre z nich eksponują tę historię, a inne ją przemilczają. Tymczasem warto, by turyści mieli świadomość wielokulturowego dziedzictwa Sudetów, które obejmuje zarówno elementy polskie, jak i czeskie oraz niemieckie. Poznanie tej historii wzbogaca doświadczenie wędrówki i pozwala spojrzeć na schronisko jako świadków burzliwych losów regionu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *