VeloDunajec – najpiękniejszy szlak rowerowy w Polsce
Szlak rowerowy VeloDunajec, został ostatnio okrzyknięty najpiękniejszym w Polsce i razem z Kasią postanowiliśmy to sprawdzić. W lipcu 2020 r. ruszyliśmy na szlak. Pokonaliśmy cały VeloDunajec od Zakopanego do Wietrzychowic (ok. 250 km) oraz fragment Wiślanej Trasy Rowerowej do Krakowa (ok. 80 km). Szlak VeloDunajec nie jest jeszcze do końca zbudowany i nie które odcinki zaplanowane są dopiero w perspektywie 2021-2027. Dlatego trzeba spodziewać się, że czeka na nas jazda lokalnymi drogami. Tylko kilka kilometrów wiedzie wzdłuż dróg o dużym natężeniu, mimo to widoki wynagradzają te niedogodności.
Zapraszam na pierwszy wpis z odcinka od Zakopanego do j. Rożnowskiego.
Dzień 1 – Zakopane-Frydman (58 km)
Wschód słońca nie okazał się być spektakularny, więc poszedłem dalej spać i nieśpiesznie wstaliśmy o 8. Dzień rozpoczęliśmy od przywitania się ze śpiącym rycerzem i kawą na Krupówkach. Szlak Velo Dunajec zaczyna się przy dworcu kolejowym o do Ludźmierza biegnie lokalnymi drogami, przez co mogliśmy przyjrzeć się pięknej podhalańskiej architekturze. Co jakiś czas szlak przecina zakopiankę i z braku specjalnego przejazdu dla rowerów, najlepiej zejść i wybrać przejście dla pieszych. Przed Ludźmierzem szlak dochodzi do Szlaku Wokół Tatr. My postanawiamy jednak jechać dalej i zwiedzić Sanktuarium Maryjne w Ludźmierzu.
Głodni wracamy do szlaku i piękną leśną drogą dla rowerów wjeżdżamy do Nowego Targu. Największego miasta na Podhalu, zwanego przez górali Miastem. Okazuje się, że na rynku odbywa się zjazd foodtrucków, więc zamiast oscypków zajadamy się azjatyckimi pierożkami. W ramach festynu Kasia znajduje cymbergaja i tradycyjnie rozgrywamy trzy partie. Za Nowym Targiem wracamy na szlak. Od tego miejsca, aż do Szczawnicy biegnie najpiękniejszy odcinek Velo Dunajec.
W Łopusznej zwiedzamy gotycki kościół pw. św. Trójcy, miła pani przewodnik otwiera nam jego wnętrza i pokrótce opowiada jego historię i zwraca uwagę na elementy wnętrza. Na zewnątrz rowery czekały już na nas w deszczu. Po godzinie decydujemy się na dalszą drogę. Zmarznięci i lekko zmoczeni omijamy Dębno i zajeżdżamy na nocleg we Frydmanie. Miało być pole namiotowe, ale deszcz i zimna noc zachęciła nas do wynajęcia pokoju.
Dzień 2 – Frydman-Tylmanowa (68 km)
Szlak wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego i potem przez Pieniny jest tak widokowy jak żaden inny w Polsce. Choć jedziemy w dół rzeki, potrafił też trochę dać popalić i zmęczyć.
Rano okazało się, że dyrektor szkoły w której jest komisja wyborcza ma tak samo na imię i na nazwisko jak ja, więc wybór gdzie oddać swój głos w wyborach prezydenckich był jasny. Panie w komisji uradowane, gdyby mogły to zaprosiłby mnie na ciasto i herbatę. Wróciliśmy też do Dębna, by zwiedzić drewniany kościółek wpisany na listę UNESCO.
Potem wjechaliśmy na wał otaczający Frydman i się zaczęło. Zaczęły się widoki i turyści rowerowi. Do samej Szczawnicy ruch był spory. No dobra był niesamowicie wielki! To tak widoczne jest tutaj, że trochę infrastruktury rowerowej wystarczy, aby zachęcić Polaków na dwa koła. Przy szlaku powstają nowe małe gastronomie jak i miejsca noclegowe. Biznes się kręci. Zwłaszcza we wsi Falsztyn, gdzie rowerzyści jadący z obu stron mają do pokonania najwyższy podjazd. Dla strudzonych rowerzystów czekają więc lody i zimne napoje.
W Niedzicy nie ma wyodrębnionej drogi dla rowerów i trzeba przeciskać się między turystami i samochodami. Największą atrakcją tutaj jest oczywiście zamek, ale my udaliśmy się przez zaporę do bacówki u Jasia, gdzie zaopatrzyliśmy się w oscypki. W Sromowcach Wyżnych znów wjeżdżamy na DDR i suniemy do Pienińskiego Parku Narodowego. W Sromowcach Niżnych należy przedostać się na drugą stronę Dunajca, gdyż tylko po Słowackiej stronie znajduje się udostępniony szlak wzdłuż rzeki.
Jeżeli z jakiś powodów nie można przekroczyć granicy to należy wrócić do Sromowców Wyżnych i przebić się przez przełęcz Osice i dalej przez Hałuszową do Krościenka. Niestety traci się wtedy przejazd zjawiskowym odcinkiem Przełomu Dunajca, ale rok 2020 i 2021 pokazały, że wjazd na Słowację może być utrudniony.
Szlak VeloDunajec jakby zaczyna mieć humory za Szczawnicą. Po pierwsze do Krościenka trwa jeszcze budowa, więc trza jechać ruchliwą drogą. W Krościenku szlak poprowadzony jest prawym brzegiem, aby po paru kilometrach się urwać bo most nad Dunajcem dopiero jest w planach i nikt nie pomyślał postawić znaku informacyjnego o objeździe (ukończenie mostu w planach na lipiec 2021). Więc pamiętajcie na razie w centrum Krościenka trza przejechać most i dalej wzdłuż Dunajca jego lewym brzegiem. Mimo, że tu brak oznaczeń szlaku, a jazda ruchliwą drogą jest uciążliwa to widoki nadal są przepiękne. Dojechaliśmy za Tylmanową, na pole namiotowe obok toru kajakarstwa górskiego. Do snu szybko utula nas głośny szum wody.
Dzień 3 – Tylmanowa-J. Rożnowskie (61 km)
Mimo zimnej nocy nieśpieszno nam było wyjść z namiotu. Choć warto, bo spaliśmy obok sztucznego toru kajakarstwa górskiego, na którym od rana ćwiczyli adepci tego sportu. Nie wszystkie gminy sobie poradziły z turystyka rowerową i pierwsze kilometry jedziemy bez żadnych oznaczeń. Sytuacja poprawiła się od razu, gdy wjechaliśmy do powiatu nowosądeckiego. Szlak co chwila przeskakuje z jednej na drugą stronę Dunajca. Czasami wiedzie lokalnymi drogami, ale takimi na szerokość jednego auta. Przełom rzeki między Gorcami a Beskidem Sądeckim dorównuje widokom z dni poprzednich.
Po drodze zajechaliśmy także zwiedzić Stary i Nowy Sącz. Do obu na pewno wrócę na dłuższe zwiedzanie. Pod Starym Sączem szlak przecina rezerwat Bobrowisko, gdzie stworzono genialne czatownie i ścieżki edukacyjne.
Za Nowym Sączem szlak prowadzi do fabryki Wiśniowski, gdzie się niestety kończy. Nieznany jest jeszcze przebieg VeloDunajec wzdłuż jeziora Rożnowskiego i jeziora Czchowskiego. Obecnie można wybrać dwa warianty, zachodnią po części drogą krajową nr 75, bądź mniej ruchliwą wschodnią, drogą nr 975. My wybraliśmy wariant wschodni, ale wiąże się on za największymi przewyższeniami na całej trasie VeloDunajec. 180 metrowy podjazd dał nam w kość, ale za to wynagrodził kolejnymi wspaniałymi widokami tym razem na jezioro rożnowskie. O zachodzie słońca dojeżdżamy nad jezioro Rożnowskie, a dokładnie do wsi Bartkowa, gdzie 23 lata temu spędziłem wakacje na koloniach i wiecie co wam powiem, nic się nie zmieniło.
Dzień 4 – Odpoczynek od VeloDunajec nad Jeziorem Rożnowskim (3 km rowerem wodnym)
Na wakacjach tak mamy z Kasią, że się nie śpieszymy i lubimy sobie odpocząć. Po trzech dniach jazdy mamy dzień odpoczynku, zwłaszcza, że jesteśmy nad jeziorem Rożnowskim. Dzień zacząłem od wstania na wschód słońca. Widok już z okna podpowiadał, że będzie warto zejść nad jezioro. Spędziłem tam godzinę. Piękny spektakl, w którym główną rolę odegrała mgła wspomagana wschodzącym słońcem. Jak to bywa w dniu odpoczynku, najpierw poszliśmy 4 km na obiad, a potem na godzinną jazdę… rowerem wodnym. No cóż nie potrafimy leżeć plackiem.
Zapraszam na drugą część relacji z trasy dotyczącej odcinka z Bartkowej nad Jeziorem Rożnowskim do Ujścia Dunajca do Wisły. A poniżej relacja filmową z naszej wyprawy.
Aktualne postępy z budowy szlaku możesz znaleźć na stronie www.