Myśląc o podróżach, jakoś nigdy nie pałałem uczuciami do Szwecji, mimo to los chciał, że odwiedziłem ten kraj już po raz trzeci. I od wyjazdu do wyjazdu przyznać muszę, że moja miłość do tego kraju rośnie. Nie wiem jak to opisać, ale tamta przyroda i klimat jakoś mnie uspokajają, czuję się w Szwecji jak w domu. Karlskrona, to miejscowość do której dopływają promy z Gdyni. My zanim udaliśmy się na Olandię, naszą szwedzką destynację, to postanowiliśmy zwiedzić to portowe miasto. Przeczytaj mój opis i dowiedz się czy warto to zrobić! Bo według mnie to jedno z ciekawszych miejscowości na szwedzkim wybrzeżu.
Karlskrona – szczypta historii
Karlskrona, jak łatwo się domyśleć, swą nazwę zawdzięcza królowi Karolowi XI (Korona Karola). W XVII wieku, dzięki traktatom z Danią, przyłączył on Skanię do Szwecji i przez to postanowił przenieść dalej na południe siedzibę Królewskiej Marynarki Wojennej. Na przełomie XVII i XVIII wieku w małej wsi powstał duży, ufortyfikowany port morski, który po pierwsze działa i służy wojsku do dziś, a po drugie stał się wizytówką idealnych portów, co zostało opieczętowane wpisem na listę dziedzictwa kulturalnego UNESCO. Oczywiście taki port potrzebował sporego zaplecza i tak powstało niewielkie miasto położone na 33 wyspa
Niepasujący rynek
Centralnym miejscem Karlskrony jest rynek, bardzo rozległy (100x200m), wręcz niepasujący do całości miasta. Na środku placu znajduje się kolumna, na której dumnie stoi król Karol XI, założyciel miasta. Za jego plecami w klasycystycznej formie stoi ratusz i sąd miejski, natomiast naprzeciwko nad rynkiem góruje kościół Fryderyka z dwiema okazałymi wieżami. Na tym samym placu warto zwrócić uwagę także na południową pierzeję, gdzie stoi kościół Świętej Trójcy z wyjątkową jak na Szwecję kopułą. Niewielki budynek z wąską kamienną wieżą, przypominającą jakąś gotycką twierdzę, to dawna wieża ciśnień. Jest to też najwyższy punkt na wyspie, z którego łatwo było dostarczać pitną wodę. Zaraz obok znajduje się niewielki, skromny budynek z ozdobnym wzorem wokół pierwszego okna, który szybko zdradza dawną funkcję obiektu. Nie będę pisał, sami sprawdźcie i odgadnijcie.
Port Morski i największa drewniana świątynia
Idąc dalej na południe dojedziemy do parku Admiralicji, w którym góruje dzwonnica zbudowana na wzór latarni Aleksandryjskiej. Uwagę w parku na pewno zwraca też wąwóz z torami kolejowymi, po których niegdyś jeździły pociągi z dworca kolejowego do portu. W południowej części Karlskrony znajduje się szereg gmachów związanych z istnieniem Portu Morskiego. Ponieważ do dziś stacjonuje tam Marynarka Królewska, wstęp tam jest ograniczony, a dla chętnych organizowane są wycieczki z przewodnikiem. Obok portu zbudowano drewniany kościół, który miał służyć tylko do czasu budowy głównego kościoła na rynku. Mimo to szybko stał się ulubionym kościołem mieszkańców i zachował się do dziś. Kościół Admiralicji może pomieścić do 4000 wiernych, co czyni go największą drewnianą świątynią w Szwecji.
Biedny Rosenbon i mój bohater z dzieciństwa
Przy ulicy, która prowadzi do wspomnianego kościoła, znajdują się dwa pomniki. Pierwszy usytuowany przy schodach kościelnych przedstawia Rosenbona, legendarnego mieszkańca miasta, który zamarzł w jedną z sylwestrowych nocy. Oryginalna rzeźba znajduje się wewnątrz świątyni, ta dzisiejsza do duża skarbonka, wystarczy podnieść jego kapelusz i wrzucić trochę drobnych, aby powrócić niebawem do Karlskrony. Drugi pomnik przedstawia otwartą księgę, z której wybiega Nilsen Paluszek, bohater powieści Cudownej Podróży. Selma Lagerlöf, autorka książki, opisując przygody małego bohatera, umieściła w niej Karlskronę oraz ożywiła postać biednego Rosenbona oraz wspomniany już pomnik Karola XI. Jeżeli nie znacie tej książki to czas ją nadrobić, albo chociaż polecić znanym wam dzieciom. Powieść często jest wymienia wśród 100 najważniejszych książek XX wieku.
„Cenne” Muzeum Morskie
Następnie warto skierować kroki na wschód, gdzie na wyspie Stulholmen znajduje się Muzeum Morskie. Niegdyś była to darmowa atrakcja, ale od jakiegoś czasu trzeba trochę koron wyłożyć (150 w sezonie wakacyjnym). Osobiście nie żałuję wydanych pieniędzy, w końcu rzadko ma się okazję wejść do wielkiej łodzi podwodnej, czy zejść do tunelu, dzięki któremu można obserwować oryginalny 300 letni wrak na dnie Bałtyku. Oprócz tego muzeum przedstawia w ciekawy sposób historię Portu Morskiego, czy historię żeglugi. Muzeum posiada ciekawe zbiory modeli statków z XVII i XVIII w. oraz galionów, tych rzeźb na dziobie statków. W ramach biletu można też wejść na dwa statki oraz do zabytkowego hangaru gdzie jest kolekcja slupów i barkasów. Mimo, że daleko mi do czerpania radości z morskich przygód, to byłem wielce zadowolony z wizyty w muzeum.
Kolorowe domki, czy warto?
Wiele przewodników zachęca także, aby wybrać się do dzielnicy Björkholmen, dawnej wsi, która pamięta czasy zanim powstała portowa Karlskrona. Zachowały się tu małe charakterystyczne dla Szwecji domki rybackie. Okazuje się jednak, że są one wciśnięte w normalne domy mieszkalne. Mnie osobiście miejsce to nie zachwyciło, rzeczywiście można zrobić kilka klimatycznych zdjęć, ale całościowo polecam tylko na spacer dla osób, które mają więcej czasu w mieście. Dużo bardziej polecam spacer po wybrzeżu północno-zachodnim. Znajduje się tu mała kamienna wyspa Stakholmen, jedyna niezamieszkała wyspa w Karlskronie. Na wysepkę prowadzi drewniany mostek, a wśród skał umieszczono ławki, na których można odpocząć w trakcie zwiedzania.
Ciekawostki o kanapce
Niewątpliwie Karlskrona to jedno z ciekawszych miast w południowej Szwecji. Oprócz jej zabytków warto po prostu pospacerować po tutejszych uliczkach i deptakach nad wodą. A gdybyście chcieli coś zjeść to polecam kanapki z krewetkami, taki szwedzki przysmak. Kanapka zwana jest Räksmörgås (Räkmacka), samo słowo często używane jest do testowania i programowania systemów komputerowych, gdyż zawiera trzy charakterystyczne szwedzkie litery Å, Ä i Ö. I jest to na tyle wyjątkowa kanapka, że dnia 14 października obchodzi swoje święto.
Zachęcam też do zapoznania się z moim wpisem o Sztokholmie, stolicy Szwecji!